Zanim (sportowo) zgorzknieję

Kategoria:

Od roku próbuję wrócić do biegania, ale kończy się na zrywach – a nie na powrocie jednej z najlepszych przygód życia.

Rozwiązaniem jest po prostu spróbować kolejny raz. Ruszyć dupę, a nie pisać o tym teksty. Ale tak to już jest z tekstami – porządkują to, co w głowie. Uporządkuję sobie zatem.

Jaką historię opowiadam sobie o bieganiu?

Jest dużo wątków o zmęczeniu i nudzie. Kiedy już nic sobie bieganiem nie załatwiam, to mi się nie chce.

Jest tyle lepszych sportów albo w ogóle – zajęć. I tak nie mam czasu! Ważę mniej niż za czasów biegania. Ubytek kalorii? Żadna motywacja. Wyjazdy gdzieś, żeby pobiec – a idź pan w ch.j z tą logistyką.

Nie to co kiedyś.

Kiedyś czekałam na oficjalny bieg jak na święto. Drobiazgowe planowanie i analizowanie trasy. Kolejny medal i numer startowy lądował na blogu i na regale. Mogłam iść biegać w minus 25, aż zamarzało w nosie. I to o szóstej rano.

Robiłam wspomnienia żywe nawet dzisiaj.

Najwyraźniej aż za żywe, bo kilkanaście lat później jestem na prostej drodze do (sportowego) zgorzknienia. Do mówienia: kiedyś były czasy, dziś już nie ma czasów. Kiedyś nie byłam po dwóch ciążach i porodach. Nie łączyłam wychowywania dzieci z działalnością i próbą ogarnięcia siebie. Była ta wydolność. I wolność.

Bla, bla, bla… Nie chce mi się słuchać siebie samej. Choć wiem, o czym ten głos mówi. Słyszę Cię, głosie – Ty po prostu się martwisz, że znowu się zajadę, że ciągła chęć udowadniania sobie wkręci nas w kolejny stres.

Ale zaktualizujmy dane. Opowiedzmy sobie aktualną historię.

Czy jesteś mamą, która wstaje po nocach? Już nie, sporadycznie. To nie jest źródłem zmęczenia.

Czy terapia zjada Ci energię? Sporo, ale bieganie ma ją ładować, a nie wydatkować. Skoro teraz bieganie nie musi Cię znieczulać, to może odkryjesz inne jego moce.

Czy musisz się kurczowo trzymać postanowienia o bieganiu? A skąd, wolno zmienić zdanie. Bata nad sobą już się pozbyłaś, jest… pozytywna dyscyplina 😉

To jest aktualna historia. Umiesz już robić rzeczy dla swojego dobrostanu (i dla patronusów), nie dla zajezdni.

Zawracam z drogi do (sportowego) zgorzknienia

Ale jeszcze nie wiem, dokąd zmierzam.

Może do jakiegoś utopijnego miejsca akceptacji, że mogę już nie wykręcić półmaratonu poniżej dwóch godzin, ale – tak samo jak cel – liczy się droga.

Do miejsca kontroli nad tym, co mówi głowa – i wiedzy, że ona posiłkuje się czasem przedatowanym przekonaniem.

Wreszcie do szafki z butami, żeby zobaczyć, czy te Asicsy to poważnie rozprute, czy jeszcze dadzą radę.

***

Nie poddaj się

Bierz życie jakim jest

I pomyśl, że na drugie nie masz szans

Myslovitz, Acidland

Kiedyś to się biegało:

Listy od Agaty

Za dużo presji w tworzeniu do neta?
Pozwól mi ją z Ciebie ściągnąć.
Zapisz się!

Wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych danych w celu otrzymywania newslettera od Agaty Borowskiej. Szczegóły przetwarzania danych znajdę w polityce prywatności.