Patronusy

Kategoria:

Znasz przygody Harry’ego Pottera? Jeśli tak, nieobcy jest Ci też temat dementorów wysysających z człowieka szczęście i duszę. Remedium na te parszywe stwory było wyczarowanie patronusa – a to można zrobić, myśląc o najszczęśliwszym momencie życia.

Ta notka zawiera moją bazę do wyczarowania patronusa.

**

Stwierdzamy z Katarzyną, że jedziemy na drugi koniec Polski na koncert Muse. Ach, ten autobus relacji Ustka – Zakopane: siedzenie na samym tyle, awaria autobusu w Częstochowie, a powrót niemal na kolanach starszych pań, których instynkt macierzyński nie chciał nam pozwolić siedzieć na podłodze. Z samej podróży dałoby się jakąś poświatę patronusa zrobić.

Ale porządny wilk (bo tak sobie wyobrażam swojego patronusa) wyszedłby z tego, jak usłyszałam wejście gitary w New Born. Do tej pory śmieję się z myśli, która wtedy się napatoczyła: O kurwa, to brzmi lepiej niż na YouTubie!

**

Wracam ze szlaku w Bieszczadach. Zerkam na telefon: dwa nieodebrane połączenia i SMS z pytaniem, czy bym chciała prowadzić indoor cycling. Jest na blogu zdjęcie z tamtej chwili. Tak smakują spełnione marzenia.

**

Jestem współprowadzącą bydgoski maraton indoor cycling. Ile to znaczy dla osoby, która od dwóch miesięcy jest instruktorką, to tylko ja wiem. I to, co się potem dzieje: ludzie mówią, że dobre wasze było!!!, zbijają piątki – idę do szatni niesiona na fali endorfin najsilniejszych w życiu.

**

I znowu jesteśmy na indoor cyclingu, a konkretnie na Evolution Ride 2015. Przez zbieg okoliczności jadę na scenie obok mastera. Doyle Armstrong zapodaje Prodigy, a ja przez połączenie endorfin sportowych i muzycznych jestem gotowa odjechać, mimo że pedałuję w miejscu.

Zorientowałam się właśnie, że mój patronus-wilk powinien zapierdalać na rowerze.

**

Bo w innym wspomnieniu też jadę na ostrym kole, ale już takim, które się przemieszcza. I to bardzo szybko, z góry, aż budzę się do życia. Plus ta kochana nieświadomość, że mogę za chwilę stracić zęby.

Jeszcze nie jedziemy za ręce, ale kilka lat tak zrobimy na Pięknej, na której po północy prawie nikogo nie ma. Z tego wspomnienia też mogłabym skorzystać, przepędzając dementora.

**

Dobieganie do mety na poznańskim półmaratonie w 2013 przepędziłoby skalą radości niejedno licho. Łamanie dwóch godzin w półmaratonie ma w sobie coś magicznego. Niemal pamiętam playlistę z tamtego biegu.

**

Jest też pierwsze OPUBLIKUJ na tym blogu. Chciałam napisać: Kto by pomyślał, że ta przygoda będzie trwała 10 lat! Ale przecież żadne to zdziwienie.

**

Kopię piłkę na podmiejskiej plaży zawodnikowi w zielonym stroju.

**

Pewnie patronusy mogą powstać na podstawie pierwszego spotkania z dzieckiem. Niestety u mnie dwukrotnie jest tam tylko szok, bo dostaję substancje, które zabijają każdą endorfinę. Niemniej – jesteśmy cali i zdrowi, a patronusy czaruję z każdego: Kocham cię, mama.

**

No to Expecto Patronum i jedziemy dalej. A Ty z czego wyczarujesz?

__

Może chcesz przeczytać inne teksty?

Listy od Agaty

Za dużo presji w tworzeniu do neta?
Pozwól mi ją z Ciebie ściągnąć.
Zapisz się!

Wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych danych w celu otrzymywania newslettera od Agaty Borowskiej. Szczegóły przetwarzania danych znajdę w polityce prywatności.